Fot: By Slawek (here) [CC BY-SA 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia Commons.

W swoim felietonie Nie ma miłości. Jest interes (3.06.2017 13:00 DoRzeczy) p. Rafał Ziemkiewicz próbuje niezgrabnie uzasadnić słabość ugrupowań antysystemowych w Polsce na przykładzie Narodowców, w tym Krzysztofa Bosaka, oraz p. Janusza Korwin-Mikkego i jego partii. W swojej odpowiedzi skupię się na tych drugich, bo działam trochę przy nich i dlatego lepiej ich znam.

W felietonie p. RAZ nawiązuje do związku między działaniem firmy i relacjami między pracownikami. Otóż zdaje się zapominać, że pracownik jakiejś firmy może być faktycznie rozkochany w innym pracowniku, ale może też mieć układy z nim w firmie lub poza nią (nic nie sugeruję pod adresem jego relacji z p. Pawłem Kukizem, bo nie znam żadnego na tyle - jednak myślę, że podał zły przykład), lub też uważać go rzeczywiście za fachowca i potrafić to uzasadnić. Dlatego uważam argument z ostatniego zdania czwartego paragrafu felietonu za niezbyt trafny.
 
Jak p. RAZ nazwałby wobec tego wszystkiego postawę p. Stanisława Michalkiewicza, który odszedł z UPR razem z p. JKM? Jeden z komentarzy p. Michalkiewicza na ten temat opublikowano w artykule Odchodzę z Korwinem (20.10.2009 prokapitalizm.pl).

Dobrze działające firmy, w których pracownicy mają coś do powiedzenia, p. RAZ porównuje do krajów z udaną demokracją. Które konkretnie kraje ma on na myśli? Mogę tylko powiedzieć, że jedynym znanym mi krajem z udaną demokracją jest Szwajcaria. Tam jest prywatne szkolnictwo i nawet jeśli u władzy znajdzie się jakiś łajdak lub miernota, to nie ma on jak zmarnować rozumu obywateli i dzięki temu jest mniej indoktrynacji. Dlatego tamtejsi obywatele rzeczywiście nadają się, powiedzmy, by rządzić i nie dają sobie włazić na głowę. Przykładowo większość Szwajcarów jest przeciwko wstąpieniu ich kraju do Unii Europejskiej - mimo, że większość szwajcarskiej klasy politycznej jest za przyłączeniem kraju do UE. Niestety, w większości krajów jest inaczej, przykładem jest Polska. Większość obywateli od ponad 20 lat daje się co wybory robić w konia tej samej ekipie, rozdymającej podatki i biurokrację - a część tej ekipy dokonuje niezłych przewałów. No i nie wolno zapomnieć, że Szwajcarię ominęły zawirowania IIWŚ i nie przetrzebiono ich środowisk inteligenckich. Przecież, jak pamiętamy z historii Polski, hitlerowcy zaczęli mordowanie obywateli Polski od wyniszczenia naszych środowisk inteligenckich.

W swojej argumentacji fenomenu Kukiz15 p. RAZ robi niestety kilometrowe dziury. Otóż ruch p. Kukiza jest w sejmie dzięki kilku składowym. Przede wszystkim nie ma jednolitego programu, a część działaczy ma poglądy nie-prawicowe i chce wprowadzać takowe postulaty w Polsce. Toteż ma większe szanse u społeczeństwa, którego większość chce socjału, itp., oraz boi się radykalnych zmian proponowanych przez partie p. JKM - od UPR po Wolność - i dosadnych wypowiedzi jego samego. Dlatego też publiczna część mediów częściej dopuszcza do głosu Kukiz15 niż działaczy partii p. JKM z nim włącznie.

W przypadku tych drugich p. RAZ ślizga się na całego. Wydaje się on zwracać uwagę bardziej na ilość niż na jakość i pomijać działalność edukacyjną prowadzoną przez p. JKM i innych działaczy jego partii, skoro wysuwa wniosek, że:

Jeśli ktoś nie rozumie, że lepiej mieć dziesięć procent w dobrym, wspólnym interesie niż być stuprocentowym bankrutem, to trudno.

Jego argument jest jak kulą w płot.

Nawiasem mówiąc, jest wielu działaczy prawicowych, których forma działania jest łagodniejsza. Czemu o nich nie słychać i czemu publiczna część mediów praktycznie ich ignoruje? Niestety, bywanie właśnie w nich zwiększają szanse zaistnienia w przestrzeni publicznej. Jednak sporo z nich zaprasza do swoich programów polityków m.in. w jakiś sposób wyrazistych, a ich kwalifikacje, oraz intencje i czystość idei wydaje się uważać za sprawy drugorzędne. Dlatego z prawicowego środowiska praktycznie tylko p. JKM się tam przebija ze względu na swoją wyrazistość.
 
Ciągle to powtarzam. W gimnazjum jeszcze nie wiedziałam o p. JKM, ale w mojej trzeciej klasie miałam pewnego nauczyciela prawicowca, który przekonał mnie do prawicowych poglądów i był niemal tak samo wyrazisty jak p. JKM i nie bawił się zbytnio w poprawność polityczną - spodobało mi się to. Wtedy na kilku lekcjach języka polskiego przerabialiśmy Folwark zwierzęcy i niemiłosiernie wkurzało mnie jakim cudem świnie dają radę robić resztę zwierząt w konia i są. Prawdę mówiąc nigdy nie byłam tak wkurzona jak podczas lektury tej książki. Dlatego od tamtej pory byłam bardziej krytyczna do sceny politycznej i czekałam na polityków, którzy przeprowadziliby na niej gruntowne prawicowe sprzątanie. Jednym z nich jest właśnie p. JKM.

Czytałam wspomniane w felietonie p. RAZ Polactwo i pamiętam, że on sam określa tam większość jako wyznającą zasadę, którą można streścić cytatem "niech wyschnie źródło w górach, byleby mi płynęła woda w miejskich rurach". Skąd więc jego zdziwienie na to jak sporo ludzi w elektoracie rozumuje?